PR korporacyjny potrzebuje twarzy – prezesie, pokochaj dziennikarzy!

28 stycznia 2015

Dobrym ambasadorem marki może być aktor czy piosenkarz, ale firma potrzebuje ambasadora w osobie prezesa czy właściciela. Czy można to obejść?

PR korporacyjny - dziennikarzfot. Martin Stollenwerk, Wikimedia.

Warunkiem odnoszenia sukcesów przez prezesów, dyrektorów najwyższych szczebli czy właścicieli firm jest umiejętność delegowania zadań. Zadanie budowy wizerunku przedsiębiorstwa jest delegowane rzecznikom prasowym, specjalistom ds. PR czy agencjom. I… nie działa. Bo nie może działać bez zaangażowania czasowego najważniejszych osób w firmie. Tylko one są wiarygodnymi reprezentantami swoich przedsiębiorstw.

O prezesie, który nie lubił dziennikarzy

Sytuacja dość częsta. Prezes nie chce udzielać wywiadów ani uczestniczyć w medialnych debatach, ponieważ jest zajęty. Słusznie zakłada, że żadne pojedyncze wystąpienie w mediach raczej nie poprawi w zasadniczy sposób sytuacji firmy, a z kolei innego rodzaju opóźnienia (np. w realizacji zamówień) mogą odbić się zdecydowanie negatywnie na kondycji zakładu. Uważa, że jego rolą jest zarządzanie, a drobiazgami takimi, jak opinia społeczna czy media powinny zająć się wyspecjalizowane komórki (no przecież za coś płaci tym pijarowcom!).

Niechęć wobec kontaktu z dziennikarzami wynika też czasem z nieufności wobec mediów, czyli obaw przed przeinaczeniem przedstawionych faktów czy opinii (nie można w takiej sytuacji zapominać o możliwości autoryzacji wypowiedzi udzielonej dziennikarzowi). Negatywny czy lekceważący stosunek wobec prezentacji własnej osoby w mediach ma też często źródło w niskiej ocenie własnego „uroku osobistego”. „Jestem niski, gruby, łysieję, mam cienki łamiący się głos, więc na pewno lepiej się sprawi młoda pani Beatka, moja asystentka”.

Do najtrudniejszych sytuacji dochodzi, gdy prezesi nie zgadzają się na udostępnianie mediom czy w Internecie swojego zdjęcia lub nawet wplatania w komunikaty firmowe ich wypowiedzi. Tak, zdarza się. Nawet w dużych firmach.

O prezesie, który polubił dziennikarzy

Na szczęście większość młodych biznesmenów, wychowanych w czasach Internetu i mediów społecznościowych, podskórnie rozumie znacznie osobistego reprezentowania firmy czy organizacji w mediach. Sztandarowym przykładem jest Michał Sadowski, założyciel i prezes Brand24. Sadowski jest stale obecny w mediach różnej maści, bywa na wszelkich wydarzeniach poświęconych nowym formom komunikacji, kilka razy dziennie uzupełnia swoje prywatne profile w mediach społecznościowych i często czyni to treściami związanymi z Brand24. Dzięki działaniom tego rodzaju firma zyskuje wizerunek profesjonalnej, ale przyjaznej dla klientów. Dzięki temu też informacje o firmie znacznie łatwiej zapadają w pamięć niż gdyby nie można ich było połączyć z konkretną osobą.

Na szczęście do mediów przekonują się też często prezesi o nieco bardziej odległej dacie urodzenia. Podstawą jest zaufanie wobec osób odpowiadających w danej organizacji za kwestie komunikacyjne i wizerunkowe. Znacznie bardziej sprawdza się w takim układzie formuła współpracy z zewnętrznymi ekspertami niż z zatrudnionymi i podległymi pracownikami. Transformacja zachodzi metodą drobnych kroków. Początkiem jest prezentacja zdjęcia i biogramu szefa na firmowej stronie internetowej. Następnie te bazowe informacje są udostępnianie w komunikatach prasowych dotyczących zmian w firmie. Potem są organizowane sporadyczne wypowiedzi eksperckie w mediach branżowych. Kolejne etapy to już udzielanie wywiadów, wystąpienia na spotkaniach branżowych i biznesowych i wreszcie obecność zawodowa w mediach społecznościowych czy na platformach blogerskich. I… sukces wizerunkowy rośnie! 🙂

PR korporacyjny: współpraca na linii pijarowiec – prezes

Podstawowa rola specjalistów od PR korporacyjnego jest zawsze taka sama – identyfikacja najlepszych narzędzi komunikacyjnych i optymalnych, codziennych okazji do „zaistnienia” firmy i budowania jej wizerunku. Jeśli kluczowe osoby w firmie są chętne do współpracy, wówczas robota jest sensowna i przynosi efekty. W przeciwnym wypadku najintensywniejsze działania komunikacyjne raczej nie przyniosą satysfakcjonujących rezultatów.

Prezesie – kochaj dziennikarzy! 🙂